Często jest tak, że boimy się gdziekolwiek wyjechać, bo nie znamy języka. Mamy obawy, jak sobie poradzimy w, bądź co bądź, obcym miejscu. Pół biedy, jeśli jedziemy z kimś znajomym. Znajomość języków obcych a podróże to temat bardzo na czasie.

widokowka_z_pragi6

Nie mamy głowy do języków obcych

Wielokrotnie pisałyśmy już Wam, że do angielskiego nie mamy głowy. Mimo kilkunastu lat nauki, znamy podstawowe zwroty, z których jeden opiera się na wymówieniu I don’t understand 😉 Nawet nie wyobrażacie sobie, kiedy przychodzi taki moment, że dodajemy zdjęcie na Instagrama, chcemy dodać angielskie hashtagi i… nie zgadniecie co robimy. Szukamy odpowiednika w tłumaczu online. Całe szczęście, że znamy na poziomie dobrym/bardzo dobrym język rosyjski, więc podróżowanie nam nie straszne.

Znajomość języków obcych a podróże

I tak. Mimo, że angielskiego nie znałyśmy zupełnie, byłyśmy na wycieczce w Niemczech (po 6. klasie podstawówki), Holandii (w liceum) oraz w Pradze (w te wakacje). W tej ostatniej akurat dużo mieszkańców rozumie polski z racji tego, że przyjeżdża tam dużo Polaków na wycieczki, do pracy, więc nie ma większego problemu. A nawet jeśli, zawsze pozostaje nam machanie rękoma. Jesteśmy pewne, że na pewno dojdziecie do jakiejś wspólnej konkluzji 😉

Daj sobie pomóc

Na szczęście, podczas wyjazdów, można pomóc sobie na różne sposoby. Jeżeli jedziemy gdzieś i nie jesteśmy pewni, czy nasz poziom językowy będzie wystarczający, kupmy sobie słownik. Taki najtańszy, kieszonkowy. Zwróćcie uwagę, czy na końcu znajdują się ,,rozmówki”, odpowiedzi, które możemy użyć na najczęściej zadawane pytania. Można kupić repetytorium z danego języka, przeglądać strony do nauki języków obcych.

Korepetycje z angielskiego to dobry pomysł

Jedną z nich jest Preply (korepetycje z angielskiego). Czego by nie mówić, to język angielski jest najczęściej używany w dzisiejszym świecie i istnieje duże prawdopodobieństwo, graniczące wręcz z pewnością, że znając ten język, gdziekolwiek byśmy nie pojechali, dogadamy się bez większych problemów. Język ten jest na tyle ,,promowany”, że dzieci już w przedszkolach mają zabawy, mające na celu zapoznanie maluchów z anglojęzycznymi słówkami.

Ucz dziecko od najmłodszych lat

Myślimy, że uczenie dzieci już od najmłodszych lat poprzez zabawę daje niesamowite efekty w przyszłości. Gdy same zaczynałyśmy edukację, już od 1. klasy miałyśmy równocześnie, jako jedyna podstawówka w mieście, język angielski i rosyjski wykładane w normalnym trybie. Druga szkoła podstawowa miała niemiecki od 5. klasy i angielski, ale nie pamiętamy już od którego poziomu. Niemniej jednak, jesteśmy za tym, aby wprowadzać obcojęzyczne słownictwo do słownika maluchów już od pierwszych chwil, kiedy idą np. do przedszkola, czy żłobka.

Nic na siłę

Nie chodzi o to, aby dziecko zanim jeszcze zdąży przyjść na świat, przez brzuch mamy słuchało angielskich, czy hiszpańskich wyrażeń i ,,oswajało” się z dziwnie brzmiącymi wyrazami. Ale już np. jesteśmy za tym, aby kupować dzieciom angielskie przedmioty do zabawy, podczas której maluch oswaja się z nowym językiem, a jednocześnie nie zwraca na to uwagi. Przeciwne jednak jesteśmy temu, aby dziecko było niejako ,,przymuszane”, aby np. nazywać liście drzew, czy kolory po angielsku. Same byśmy tego nie chciały, więc i nie zmuszałybyśmy do tego maluchów.

Znajomość języków obcych a podróże z dzieckiem

Czy powinno się z dzieckiem podróżować za granicę? Znów poruszamy temat: Znajomość języków obcych a podróże. My jesteśmy na tak. Świetnym przykładem może być wycieczka małej Lauruni, 2-letniej dziewczynki, która odwiedziła swojego wujka w Holandii. Wiadomo, że dziecię pewnie niewiele zapamięta z tego wyjazdu. Przyznajcie się, czy Wy pamiętacie, co robiliście w tym wieku? No właśnie. Niemniej jednak jest to świetna okazja, by zapoznać malucha z obcą kulturą, aby dowiedział się, że są też dziwnie brzmiące słowa, których nie rozumie. Może dzięki temu w późniejszym życiu będzie ciekawy świata? A nawet jeśli nie, to i tak świetna okazja do tego, aby mieć pretekst do wyjazdu. Wiecie, czego nie robi się dla dziecka 😉

Czy języki są potrzebne?

Czy języki są potrzebne w podróży? I tak, i nie. Wiadomo, że jeżeli znamy jakiś język jest nam o wiele łatwiej. W żadnym przypadku jednak nie powinno być tak, że boimy się opuścić granice kraju, bo obawiamy się, że napotkamy barierę językową. To normalne, że zanim osłuchamy się z danym dialektem, też minie trochę czasu. Aby nieco przyśpieszyć ten proces, już w domu możemy zacząć słuchać filmiki/nagrania w języku, który przoduje w kraju, do którego się wybieramy. I pamiętajcie. Nic się nie stanie, jeśli czegoś nie rozumiecie. Trzymamy kciuki!

Wpis powstał w ramach współpracy z Preply.com

Poprzedni artykuł

Weekend nad morzem

Zobacz także

  • Sylwia Węgielewska

    Będę musiała zajrzeć na tę stronkę 🙂 Może okazać się przydatna dla mojej Młodej 🙂

  • U mnie angielski to podstawa. Znając go nawet jako tako dogaduję się praktycznie wszędzie. Podróżowanie z dzieckiem to świetna sprawa. Nie zapomnę, kiedy do mojego 9miesięcznego synka przemówiła kelnerka … w Chorwacji … oczywiście po chorwacku 🙂 Miał ogromne przerażone oczy. W kolejnych latach było już lepiej. W tym roku z Chorwatką swobodnie sobie rozmawiał … ona po chorwacku, on po polsku … i znakomicie się dogadywali 🙂

    • J. jak widać z roku na rok coraz lepiej sobie radzi 🙂

  • Bożena Jędral

    Oboje z Marcinem jesteśmy antytalenty językowe, jednak na szczęście nasze dzieci maję więcej przyswajalności języków obcych, Gaba uczy się odkąd skończyła dwa lata, mela właśnie zaczęła 🙂

    • To dobrze. W dzieciach Wasza nadzieja 😛

  • Zbyt wiele osób rezygnuje z wakacji ponieważ nie zna języka. Podstawowy angielski bardzo się przydaje ale da się i bez tego 🙂

    • Dokładnie. Zresztą można jechać do innego kraju, np. na Wschód. Tam rosyjski jest jak najbardziej na miejscu 🙂

  • Ja uważam, że jeżeli jedziemy do jakiegoś kraju to mimo tego, że języka nie znamy, powinniśmy dołożyć wszelkich starań, aby być w stanie porozumieć sie z „tubylcami”. Dobrze mówicie- rozmówki i tym podobne sprawy, słowniczki, które w telefonie można instalować. Nie wyobrażam sobie wyjazdu zupełnie w ciemno…. To takie „bucowate” trochę według mnie, bo czlowiek jedzie a potem ma pretensje do całego świata że go nie rozumieją. Trzeba się dostosować…. a stronki nie znałam, ale fakt, korepetycje są dobry rozwiązanie, jeżeli planuje się uczyć angielskiego.

    • Nigdy byśmy nie pomyślały, żeby ,,tubylcy” mieli się dostosować do nas, bo my nie rozumiemy, co oni mówią 😀 Wiadomo, że to w kwestii przybyszów leży, by jednak coś tam umieć.

  • PhotoooAmator

    Świetny tekst. Języki w dużej mierze poszerzają horyzonty i umożliwiają poznanie super osób z którymi fajnie jest się dogadać 🙂

    • Dokładnie tak. Niektórzy nawet mają korespondencyjnych zagranicznych przyjaciół. Też fajna sprawa.

  • Napisałyście właśnie o tym co obecnie przeżywam. Za 4 dni nasz wymarzony, upragniony pierwszy zagraniczny wyjazd do Włoch, oczywiście z naszym roczniakiem i co? Jestem zestrachana, że nie dogadam się po angielsku, bo dawno, dawno nie używałam go i naprędce staram się go przypomnieć mimo, że to poziom ledwo podstawowy. Także na pewno jak Młody pójdzie spać to zajrzę na polecaną przez Was stronkę. A włoskiego nie znam ani trochę – i tu postanawiam skorzystać z Waszej rady i kupić słowniczek. Dzięki 🙂

    • My po angielsku też niewiele co, więc na promie w Holandii słuchałyśmy wersji rosyjskiej 😛
      Udanej wycieczki!

  • Oj tak, język może stanowić ogromną barierę w komunikacji, czasem przeradza sie w lęk ograniczający funkcjonowanie do tego stopnia, ze ludzie boją się jakiegokolwiek kontaktu z obcokrajowcami. A przeciez to tez są ludzie, którzy z pewnoscią postarają się aby zrozumiec kogos, kto chociazby probuje nawiązac kontakt.

    • Wiadomo. Jak nie po angielsku to na migi, też można 😛

  • Warto, naprawdę warto uczyć się języków, to się zawsze przydaje. A przecież nigdy nie wiadomo, co nas czeka w przyszłości. Świetny wpis 🙂

    • Dziękujemy 🙂 Bardzo się starałyśmy.

  • To super pomysł, żeby od małego oswajać dzieci z językiem. Sama posłałam do anglojęzycznego przedszkola i efekt jest taki, że nie mają za granicą żadnych zahamowań i są tyle o ile zrozumieć co się do nich mówi. A już na pewno nie robią wielkich oczu i nie uciekają w popłochu :))

    • Super. My też nie uciekamy, ale w popłochu szukamy tłumacza 😛

      • haha :))

        • Raz byłyśmy z Kasią z czymzajacmalucha.pl w Toruniu, ona zdążyła odejść na pociąg, a tu podchodzi facet i pyta po angielsku, gdzie znajduje się jego peron 😉 My w panice rozglądamy się za Kaśką, ale już jej nie ma. Koniec końców, na migi pokazałyśmy mu, gdzie ma iść 🙂

  • Bez znajomości języka nie ruszyłabym się nigdzie.Oczywiście, nie znam chińskiego ani węgierskiego 🙂
    Ale uwielbiam rozmowy z tubylcami w innych krajach.Lubię posłuchać, o czym szumi deptak, ulica, pub, plaża, kawiarnia. Dzięki temu uczę się o danym kraju mnóstwa nowych rzeczy.Poza tym tylko tubylec jest mi w stanie wytłumaczyć co zwiedzić, gdzie kupić regionalny przysmak czy gdzie spróbować lokalnego jedzenia w małej knajpce w uliczce poza turystycznym szlakiem. Lepsze poznanie ulubionego języka od zawsze było moim marzeniem. W liceum narzucono nam zajęcia z francuskiego (brrr!). Moje marzenie zrealizowałam postanowieniem, złożonym sobie w 40 urodziny: Po 15 latach od ukończenia studiów zapisałam się na zaoczny licencjat z anglistyki. Dla chcącego nic trudnego. Jeszcze jedno: to nie do końca prawda , że po angielsku dogadacie się wszędzie. Niechęć Francuzów do tego języka jest powszechnie znana.Także w Paryżu raczej po francusku i niemiecku!

    Ps Przed planowanym wyjazdem polecam zakup tzw fiszek. To laminowane kartoniki z pojedynczymi wyrazami lub zwrotami.Bardzo pomocne!Warto je mieć na widoku w podręcznych miejscach, gdzie często pada nasz wzrok.

    • Ostatnio trafiłyśmy na jakiegoś bloga, gdzie dziewczyna pod wpisem miała przycisk do wydrukowania fiszek, wtedy była to porcja słów/wyrażeń, dotyczących transportu. Dzięki za przypomnienie!

  • Kinga Czernichowska

    Myślę, że przed każdą podróżą warto poznać przynajmniej podstawowe zwroty z danego języka. To zdecydowanie pomaga odnaleźć się na miejscu 🙂 Pozdrawiam, Arwena z bloga podrozebezplanu.blogspot.com

    • Dokładnie. Ale z drugiej strony, nie powinno to nikogo dyskwalifikować, aby gdzieś wyjechał 🙂

  • Chyba nawet kiedyś u Ciebie byłyśmy. Najważniejsze to dawać żywy przykład 🙂

  • Niestety nie każdy chce albo umie mówić po angielsku… zgadzam się, że warto jest się uczyć języków… chociaż podstawowych zwrotów 😉

  • Moje dziecko od dwóch lat uczy się angielskiego oczywiście poprzez zabawę bo to czterolatek. Bardzo szybko łapie ten język, z czego jestem bardzo zadowolona. Mam nadzieję że w przyszłości ten język nie będzie sprawiał jej trudności tak jak mnie.

    • Dzieci mają chyba większe predyspozycje. Nam ani wiek, ani nic nie pomogło 🙂 Angielski po prostu jakoś nam nie leży.

  • Podróże pozwoliły mi wyszlifować angielski. OD roku mieszkam w Szwajcarii a nie znając niemieckiego cały czas mówię po angielsku – poziom jego znajomości zdecydowanie się podniósł. Zapisałam się na kurs niemieckiego i teraz mi się wszystko kiełbasi. Najważniejsze chyba to nie bać się mówić; jeśli się człowiek pomyli to go poprawią 🙂

    • Jeżeli języki pochodzą z podobnej grupy językowej (języki indoeuropejskie) to faktycznie mogą się mylić. Dlatego my uczyłyśmy się angielskiego z rosyjskim, praktycznie żadnych punktów stycznych.

  • ewa

    Dzieci bardzo szybko się uczą, szczególnie jeśli umiejętnie wplata się naukę w zabawę. Jeśli chodzi o języki to prawda zawsze da rade sobie poradzić. Ja myślę, że my ciągle boimy się mówić a obcym języku. Jak przyjeżdża do nas obcokrajowiec i „mówi” po polsku, nawet bardzo kalecząc wszyscy biją mu pokłony i brawa, a my jak nie znamy perfekcyjnie jezyka boimy się w ogóle odezwać. Może wynika to z naszej mentalności – nie wiem.

    • TAK TAK I JESZCZE RAZ TAK. Podczas gdy my mówimy w obcym języku, nawet kalecząc, to i tak obcokrajowcy są zadowoleni, że mogą się skomunikować. Ja uważam, że to jest nasza mentalność – dopóki nie będziemy w stanie się perfekcyjnie dogadać, to boimy się otworzyć buzię. A tu nie ma czego się wstydzić!

      • W sumie coś w tym jest. Wielu znajomych po wyjeździe za granicę zaznaczało, że przez kilka dni w ogóle się nie odzywali, bojąc się kompromitacji. A jak już zaczęli mówić, to nie mogli skończyć, bo nagle okazało się, że mają bardzo bogaty zasób słownictwa 🙂

  • Zgadzam się z Pauliną Grochowską; zdecydowanie podróże pomagają szlifować język. Gruzja na przykład pokazała nam, że owszem język się przydaje (po angielsku mało kto tam mówi), ale nie jest konieczny (z rosyjskiego to niewiele). A najlepiej wspominam całodniową wycieczkę z panem taksówkarzem, który ni w ząb angielskiego, a my rosyjskiego niewiele, a gadaliśmy całą drogę i bawiliśmy się świetnie!

    • Grunt to znaleźć wspólny grunt i zabawa murowana 🙂 A język przy okazji.

  • Moim zdaniem języki obce to świetna sprawa, nie są niezbędne na wyjazdy zagraniczne, ale tak jak piszecie wiele ułatwiają. Jednak w tym roku byłam w Turcji i niestety tam znajomość języka angielskiego kończy się na „hello”… Więc pozostało nam migowe porozumiewanie się i również bez problemów daliśmy radę. 🙂

    • Czyli, jak widać, udaje się i bez znajomości języka.

  • Jerzy Chodorek

    Pierwsza zasada podróżowania – języki ! Oczywiście Siostry macie rację. Jeżeli nie zna się nawet dobrze jakiegoś języka to warto poznać podstawowe zwroty takie jak: „Dzień dobry” , „tak” , „nie” , „dziękuję” itp. Dzięki temu, gdy wchodzisz gdzieś na dalekiej prowincji jakiegoś odległego kraju i witasz się w ichciejszym języku bariera na wstępie jest przełamana. A to jest bezcenne ! 🙂

    • Dokładnie. Co było dobrze widocznie, w jednym z Twoich ostatnich wpisów dotyczących spotkania na granicy.

  • Ja od 4 klasy podstawówki uczyłam się niemieckiego, a od gimnazjum – angielskiego. W obu językach sporo rozumiem, gorzej z mówieniem… eM ma w szkole póki co angielski, ale nauka przychodzi mu ciężko… więcej od lekcji dają mu za to filmiki vlogerów, którzy nagrywają po angielsku 😀

    • Grunt to praktyka. A jak wiadomo, musi szkolić i warsztat, i język 🙂

  • Kiedyś w jakimś filmie słyszałam tekst, że dzieci mają mózg jak gąbka i chłoną o wiele szybciej nowe rzeczy niż dorośli. Zatem im szybciej tym zdecydowanie lepiej dla nich :)..

    A sama po sobie widzę mimo, że uczyłam sie bardzo długo angielskiego to jak wyjechałam do Anglii to i tak zmagałam się z komunikacją z kimkolwiek. Fajnie w szkole uczą teorii etc… Ale wszystkiego nauczyłam się dopiero tutaj 🙂

    • To już wiele znajomych mówiło, że pobyt w innym kraju to zupełnie inna bajka.

  • Z tym kupnem słownika też bywa wesoło – znajoma Greczynka, będąc w Krakowie, kupiła pierwsze lepsze słowniko-rozmówki angielsko-polskie i … dzień później dopiero odkryła brak wymowy polskiej 🙂

    • No tak. Trzeba zwracać na to szczególną uwagę.

  • Zawsze można się porozumieć, choćby i częściowo na migi. 😉 🙂

  • Nauka angielskiego zawsze szła mi słabo, pojedyncze słowa znam, rozumiem też sporo, ale jak mam coś powiedzieć to w głowie pojawia mi się pustka. Trochę lepiej jest u mnie z niemieckim 😉

    • Grunt, żeby choć jakiś język umieć, choćby na poziomie podstawowym.

  • Gratulujemy i znajomości języka, i wyprawy. Na pewno było fantastycznie 🙂

  • Wrócimy do tego komentarza za kilka dni i, mamy nadzieję, podeślemy ci mega interesujący materiał na ten temat.

  • Kiedyś anglista, z którym miałem zajęcia na studiach powiedział tak: „jeśli nie wiesz jak powiedzieć, to powiedz w bezokoliczniku, a z każdym się dogadasz”. Zapamiętałem to do dziś. Czy taka formuła ma rację bytu. Niektórzy mogą powątpiewać, bo czasy, bo gramatyka itp. Ale chwila, jeśli chcę przekazać prosty komunikat to czy będę używał skomplikowanego języka? Zapędzając się w czasy, końcówki itd często sami komplikujemy to co chcemy przekazać. A im prościej tym lepiej. 😉

    • W sumie racja. Ważne, żeby nas druga strona zrozumiała.

  • Ważny temat Sisters poruszyłyście 🙂 Jestem językowcem, więc widzę problem podwójnie; zboczenie zawodowe językowca i zaradność turysty. Dla mnie język obcy w czasie podróży to konieczność – mówię w 5 językach, po rosyjsku też trochę, więc zawsze któregoś z nich podczas podróży mogę użyć- chociaż odruchowo pierwsze zwroty kieruję po angielsku.
    Dlaczego język jest dla mnie ważny: bo podróżowanie to dla mnie nie tylko zwiedzanie, ale i „wsiąkanie” w klimat miejsca. Lubię rozmawiać z tubylcami o ich życiu, otaczającym świecie- i tu bez języka obcego ani rusz.

    • 5 języków – ,pogratulować. My też językowe, ale skupiamy się na rosyjskim 🙂

  • Pingback: Co ja też w tej blogosferze widzę… – Motyw kobiety()

  • Mój poziom języka angielskiego zatrzymał się na poziomie podstawówki chyba, jeśli chodzi o mowę. nie potrafiłbym się dogadać w tym języku w jakimkolwiek kraju, ale to pewnie dlatego, że nie ćwiczę, mało wyjeżdżam za granicę i mało rozmawiam po angielsku. Moje oceny w szkole z tego języka też były marne, bo nie chciało mi się uczyć gramatyki. Mimo wszystko moim marzeniem jest wyjechać kiedyś na wczasy i umieć porozmawiać z obcokrajowcem na poziomie. A co do nauki dzieci języka angielskiego to jestem na tak o ile ma to formę zabawy a nie niezdrowego przymusu.

    • My do teraz nie opanowałyśmy wszystkich czasów, choć angielskiego uczyłyśmy się kilkanaście lat 🙂

  • Alicja P.

    Poziom nauki języków w szkole jest do bani.. Angielski miałam od zerówki, ciągle to samo czyli nic. W liceum przed maturą kobita miała nas gdzieś albo ciągle była chora.. Na studiach okazało się nie być lepiej.. Chyba lepszą sytuację miałam z niemieckim, fajniejsi nauczyciele się trafili, którzy chcieli nas nauczyć, ale za mało tych godzin było. Fakt faktem za granicą można się porozumieć bez znajomości. Np. byłam w Hiszpanii u kuzynki, która wysłała mnie z młodzieżą na fiesty, to kilka słówek podłapałam, a tak to na migi, albo po polsku do nich gadałam. Ważne, żeby dużo się uśmiechać haha

    • Nie no, na migi zawsze się porozumie 😛

  • Też uważam, że powinno się mieć kontakt z językami obcymi od dziecka, bo wtedy łatwiej „wchodzą” do głowy 🙂 Ale nigdy nie jest za późno 🙂 Znam kobietę, która zaczęła się uczyć angielskiego w wieku 60 lat (!) do matury (!). I dała radę i zdała 🙂 Obstawiam, że wy trafiłyście na kiepskich nauczycieli angielskiego i stąd jakoś ten język wam nie wszedł do głowy. Ja tak miałam z niemieckim – zaczęłam się go uczyć w gimnazjum, od poziomu początkującego. Poszłam do liceum już z poziomem wyższym i co? Okazało się, że pół klasy nie miało styczności z tym językiem, więc wszyscy razem będziemy mieć znów początkujący… Przez kilka lat próbowałam się sama douczyć, ale marnie to szło. A teraz jestem w Niemczech i nagle coś we mnie „zaskoczyło”, kiedy zostałam zmuszona do używania tego języka i zaczęło mi się wszystko przypominać. I daję radę 🙂 Najlepsza metoda nauki to przez kontakt z językiem 🙂 Pozdrawiam 🙂

    • Może i tak, a może nie. Tego już się nie dowiemy 🙂 Niemniej, angielski nie należy do naszych ulubionych.
      PS: Przepraszamy za tak dużą zwłokę, komentarz nam gdzieś umknął.

  • Języki obce w dzisiejszych czasach są ważne nie tylko w podróżowaniu ale i w pracy dlatego dzieci powinny bezstresowo już od najmłodszych lat oswajać się z językiem. Bardzo mądry tekst pozdrawiam 🙂

  • Angielski mam załatwiony, teraz uczę się niemieckiego i cieszy mnie kiedy rozumiem co do mnie klepią w sklepie. Na Słowacji i w Czechach pomógł mi polski. Zauważyłam że ludzie strasznie doceniają kiedy chce się mówić w ich języku. No oprócz niektórych, którzy mruczą pod nosem coś o obcokrajowcach 😉

    • Wiadomo, że nam też byłoby przyjemnie, gdyby obcokrajowiec mówił po polsku. Tak i oni wolą, żeby porozumiewać się w ich ojczystej mowie. Jak idzie nauka?

      • Rozczula mnie każdy Anglik starający się mówic po polsku. Obecnie mój chłopak, Austriak, rozwala mnie tekstami w stylu ‚Can I get the kubek please?’. Wplatam niemiecki gdzie się da i widzę, że o wiele łatwiej mi zrozumiec o co chodzi. No i jestem po 2-tygodniowym kursie intensywnym w Goethe Institut Hamburg- niezła motywacja żeby nie zaprzepaścić efektów.

        • Ależ to musi być fantastyczne takie przeplatanie języków! My jak chciałyśmy coś powiedzieć po angielsku to zaczynałyśmy od rosyjskiego 😛

  • Izabela Pycio

    Im więcej człowiek podróżuje tym szybciej uczy się języków obcych. Najlepszy moim zdaniem wyzwalacz chęci ich nauki. Kiedy możemy swobodnie rozmawiać w języku obcym, absolutnie niekoniecznie biegle, czujemy dużą swobodę i satysfakcję.

    • Dokładnie tak. Podróże to najlepszy sposób nauki.

  • Włoski, na pewno wspaniały język 🙂

  • Na Węgry byśmy się nie wybrały. Niemniej, życzymy powodzenia 🙂

  • najbardziej kształcą podróże. Można XXX godzin wkuwać słówka i gramatykę. Jeśli nie mówisz to cała ta robota na nic. Niestety przy naszej starożytnej metodzie nauczania angielskiego i innych języków, to przełamanie sie do mówienia to problem. Szczególnie wkłądziony do głowy ,,wstyd” z powodu akcentu. Wszyscy na początku mieli ,,śmieszny”.

    • No niestety, akcent angielski to coś, czego nigdy nie umiałyśmy i nie umiemy.

  • Zgadzam się, że przede wszystkim nie można się wstydzić i trzeba sobie pomagać. Dobry sposobem jest choćby wzięcie ze sobą słownika obrazkowego, wówczas łatwo coś wytłumaczyć w sytuacjach typu zakupy czy przemieszczanie się po obcym kraju. Bariera językowa to poważny problem – mimo że znam angielski, potrafię bez problemu oglądać filmy czy seriale bez napisów, to jednak i tak wstydzę się mówić. Trzeba po prostu krok po kroku to w sobie przełamywać. Dziękuję za podzielnie się wpisem :).

    • W sumie chyba nie słyszałyśmy o słowniku obrazkowym, choć widziałyśmy, że ostatnio z Siedmiorogu wyszły dla dzieci polski-niemiecki i polsko-angielski.

  • MC

    Język obcy jest ważny nie tylko w podróżowaniu, ale też w pracy. Wiem jak ważny jest w mojej branży. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś np. projektował zagraniczną farmę wiatrową i nie miał żadnego narzędzia do komunikacji z inwestorami i wykonawcami, masakra! :):)

    • W pracy to wiadomo, tym bardziej, jeżeli ten język jednak jest wykorzystywany na co dzień.

  • Do fiszek jakoś nie możemy się przekonać, ale spojrzymy. Dzięki za link.

  • Pingback: 5 języków obcych, które trzeba znać podróżując! | DT Dziennik Turystyczny()