W ostatnich latach rodzice podczas zorganizowanych wycieczek byli prowadzeni do lokali, w których jedzenie na wagę jest normą. Czy spotkaliście się już wcześniej z tym zjawiskiem?

restauracja_portobello_w_krakowie13

Jedzenie na wagę

Kiedyś królowały bary szybkiej obsługi, które po początkowym zachłyśnięciu się zachodnią modą, stały się miejscem, gdzie spotykają się nastolatkowie. Swoją drogą, przeraziło nas, gdy podczas wycieczki do Koszalina weszłyśmy do McDonalda, by wypić gorącą herbatę (ok. 9 rano), a tam ludzie zaczynali jeść swoje śniadanie. Burgery, frytki i colę. Pychota! Wracając jednak do tematu jedzenia na wagę, nie miałyśmy okazji być w takich lokalach, aczkolwiek może to jest jakaś przyszłość?

Płacisz za tyle, ile zjesz

Często z porcjami w restauracjach jest tak, że są albo za duże albo za małe. Zamawiając nie wiemy, czy zdołamy najeść się zupą, daniem głównym, czy powinniśmy zamówić jeszcze deser. O ile z tym ostatnim można się wstrzymać, o tyle nie będziemy prosić o zupę, zjemy, poprosimy o danie główne itd. W przypadku lokali, w których jedzenie na wagę jest normą, ta kwestia zanika jakby samoczynnie. Nie do końca wiemy, czy nakładamy sobie wszystko sami na talerze i potem to ważymy, czy też kelner to czyni, ale wizualnie jesteśmy w stanie osądzić, czy dana porcja jedzenia jest dla nas wystarczająca.

Czy to nowy trend?

Szczerze mówiąc, nie pogniewałybyśmy się, gdyby tak się stało. Wiadomo, nie zastąpi to renomowanych lokali, w których gotują znani szefowie kuchni, ale kupując jedzenie na wagę, widzisz, co jesz. Niestety, nie zawsze jesteśmy w  stanie przewidzieć, czy danie wizualnie, a przede wszystkim smakowo, przypadnie nam do gustu, a, jak wiadomo, człowiek je oczami. W przypadku takiego podawania posiłków wszystko staje się prostsze. Skusilibyście się na taki sposób wybierania dań? Wtedy też poniekąd możemy sami skomponować sobie swój zestaw, bez obaw, że nie znajdziemy w menu nic odpowiedniego dla siebie. Choć sama idea wydaje się być interesująca, kilka razy pewnie byśmy się skusiły, ale, patrząc przyszłościowo, nie chciałybyśmy, aby w każdym lokalu sprzedawali jedzenie na wagę.

Zobacz także

  • Kiedyś byłam w lokalu, gdzie płaciło się około 25 zł za talerz, a potem można było sobie nakładać wszystko, na co masz ochotę. Oczywiście nie na raz, tylko podchodząc do podgrzewanych półmisków tyle razy, ile miało się ochotę. Obsługa tylko przyjmowała płatności, dokładała potrawy jeśli czegoś zabraknie no i pilnowała, czy z jednego talerza je tylko jedna osoba 😉 Dla mnie to była fajna opcja, bo mogłam posmakować wielu rzeczy, których normalnie nie zamawiam, bo nie wiem czy by mi odpowiadały 🙂

    • Super, bardzo fajne rozwiązanie. Można popróbować nowych dań praktycznie za kilka złotych.

  • W Pabianicach jest taki bar z jedzeniem na wagę. Tylko wcale taniej nie wychodzi, niż gdybym zamówiła normalne jedzenie.

    • Szkoda, bo mogliby się na tym wybić.

  • Dla mnie bardzo ciekawe i praktyczne rozwiązanie. Można być panem swego talerza 🙂

  • To szkoda, że nie było jakichś okazyjnych cen.

  • Alicja P.

    A jem często, w galerii we Wrocku jest fajne miejsce gdzie można tanio zjeść. Raz pani mi dała ulgę studencką (haha dobrze, że nie pytała, ale chyba tak młodo wyglądam), zapłaciłam 7 zł a miałam cały talerz jedzenia. Tak nakładam sobie do 15 zł, smacznie i sycie 🙂

    • O, super, musimy kiedyś zajrzeć do takiego miejsca.